Header

14 stycznia 2014

Wielki spisek koncernów farmaceutycznych

Rozchorowałem się i gwoli ścisłości nie jest to jakieś popierdułkowate przeziębienie, tylko apokaliptyczna grypa odbierająca chęć do życia. Żeby egzystencja pozostała na ledwie znośnym poziomie, faszeruję się kilogramami medykamentów, dzięki którym mam już całkiem niezły odlot. I jak w takim stanie mam prowadzić samochód, żeby dojechać do pracy? Wystarczy przeczytać ulotkę, bądź skontaktować się z lekarzem lub farmaceutą.

Faceci nie chorują, w naszym męskim świecie istnieją tylko 3 stany: życie, umieranie i śmierć. W wykonywaniu codziennych czynności kompletnie nie przeszkadzają mi katar i kaszel, każda gorączka do wartości 40°C jest pomijalna. Tak jestem zaprogramowany i już. Pamiętam, jak w gimnazjum, z niemałą temperaturą pobiegłem na trening koszykówki, w końcu nie chciałem żadnego opuścić. Choroba nie przeszkadzała mi w dryblingach, pick’n’rollach i rzutach za 3. Po wszystkim pobiegłem do domu z rozpiętą kurtką i bez czapki (chociaż była śnieżna zima), wziąłem gorącą kąpiel i poszedłem spać. Następnego dnia byłem jak nowonarodzony. Tak właśnie działam. Jednego dnia jakieś wredne bakterie i wirusy dobijają się do mojego organizmu, drugiego są już martwe, zniszczone siłą mięśni, testosteronu i męskiej dumy. Oczywiście, zdarzy się że z rożnych względów nie zdołam zmiażdżyć tego dziadostwa na czas i przechodzę w stan drugi: umieranie. To ten sam stan, który ma się podczas zawału serca, raka w zaawansowanym stadium i grypy. Dla mnie nie ma różnicy co za cholerstwo odbiera mi dotychczasową sprawność fizyczną i umysłową. Jedyne o czym marzę w stadium umierania jest powrót z powrotem do życia, więc dokonuję szeregu przedsięwzięć. Najczęściej polegają one na wchłonięciu wszystkiego w zasięgu wzroku, co zostało zakupione w aptece.

Takie mikstury pozwalają przenosić się w nieznane dotąd światy, podróżować między wymiarami i rozmawiać ze zwierzętami. Właściwie wszystko jest wtedy lepsze, oprócz zdolności prowadzenia samochodów. Wydaje się to niemożliwe, jak białe tabletki i proszki rozpuszczalne w wodzie, zmieszane w rożnych proporcjach, mogą tak bardzo upośledzić coś co wykonuję w większości odruchowo. To tak jakbym na aspirynie tracił umiejętność pisania albo oddychania. Niestety, prawda jest smutna. Kiedy jestem chory i nafaszeruję się chemią, prowadzę jak ostatnia dupa. Rzeczy, które widać z odległości kilometra, zauważam dopiero po tym jak przelecą przez maskę, stłuką szybę i znajdą się na klapie bagażnika. Zakręty, które zwykle traktuję jako lekko zakrzywione fragmenty prostej, w czasie przeziębienia pokonuję z szybkością rosnącego paznokcia. Co gorsza podejrzewam, że strasznie wężykuję i nawet amerykańskie highway’e mogłyby być za wąskie. Wszystko za sprawą leków, które rzekomo nie wpływają na zdolność prowadzenia pojazdów i obsługi maszyn. Zaciekawiło mnie to do tego stopnia, że aż wygrzebałem ulotkę ze śmietnika, gdzie przeważnie lądują chwilę po otwarciu opakowania. Jak byk było napisane, że można łyknąć całe opakowanie, wsiąść za kółko, przejechać jakiś oes rajdu Finlandii i wszystko będzie idealnie. No więc informuję, że nie będzie. Problemy zaczną się już podczas próby odpalenia silnika, ponieważ nagle pojawią się 3 stacyjki.

Podejrzewam, że to jakiś spisek koncernów farmaceutycznych. Specjalnie upośledzają moją zdolność prowadzenia, żebym kupił kolejne leki: wspomagające koncentrację, zmniejszające czas reakcji, redukujące zawroty głowy, a może i przy okazji wjechał w drzewo, wylądował w szpitalu i tam też był faszerowany lekami. Nic z tego! Odstawiam wszystkie medykamenty i idę pograć w kosza. Kiedyś pomagało, więc pewnie pomoże i tym razem. A jutro, jak nowonarodzony, świeży i w pełni sił, wsiądę za kółko i pojadę pobić rekord prędkości na wyjściu z tego zdradliwego, lekko wynoszącego zakrętu pod pracą. A co!

4 komentarze:

  1. Fajnego masz bloga. Dlatego pozwoliłem sobie na dodanie Ciebie do mojej listy najlepszych blogów o motoryzacji http://najlepsze-blogi-o-motoryzacji.blogspot.com/. Czekam na więcej tak samo ciekawych wpisów!

    OdpowiedzUsuń
  2. właśnie mam ciężki katar i trudno mi jest zrozumieć sens tego wpisu, więc zapytam wprost: jesteś za tym aby 6latki szły do szkoły, czy zamiast malowania ścian farbą lepiej jest położyć tapetę? ;)

    tak katar + febrisan odbierają zmysły. ale jest też w tym otępieniu coś miłego, coś z pogranicza upojenia alkoholowego... ;)
    pozdrawiam
    jarek
    zza-kierownicy.bloog.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tą różnicą, że kiedy wjedziesz w kogoś po alkoholu to ukrzyżują Cię w każdym wydaniu wiadomości. Jak naćpasz się lekami na grypę, możesz urządzać destruction derby w centrum miasta i nikogo to nie ruszy.

      Usuń
  3. Tekst bardzo dobry, oby tak dalej!!

    OdpowiedzUsuń