Header

19 stycznia 2014

North American International Auto Show 2014

Detroit, jako stolica światowej motoryzacji, niewątpliwie chyli się ku upadkowi. Niegdyś tętniące życiem, biznesowe miasto, wyraźnie podzielone drogą „ósma mila” na część biedną i bogatą (pamiętacie Eminema?). Obecnie podział stopniowo zanika, przez brak pracy coraz większa fala emigracji prowadzi do stopniowej degradacji całej aglomeracji. Jednak nie przeszkadza to największym samochodowym graczom na przywiezienie i prezentację swoich najnowszych wynalazków w mieście Robocopa. Na dzisiaj wybrałem 5 najciekawszych premier North American International Auto Show 2014.

Zaczynam od najgłośniejszego i najbardziej komentowanego konceptu tego roku. Oto Toyota FT-1, okrzyknięta przez wielu następczynią Supry. FT czyli Toyota przyszłości (Future Toyota) ma wyznaczać kierunek rozwoju oraz nawiązywać do dawnych, sportowych modeli takich jak 2000GT, Celica, MR2, GT86 i Supra właśnie. Ogromne wloty powietrza, aktywna aerodynamika i ani słowa o osiągach oprócz tego, że będzie w układzie FR z benzynowym silnikiem. Żadnych hybryd, juhuuu! Podejrzewam, że będzie celowała w segment supercarów i będzie raczej silniejszą siostrą GT-86, technologicznie bliźniaczą do Lexusa LFA, segmentowo ma poziomie Nissana GTR. Jednak najważniejsze w tym wszystkim jest to, że japoński koncern coraz mocniej wraca na rynek samochodów sportowych, po raczej bezpłciowej ostatniej dekadzie. Trzymam kciuki, aby FT-1 weszła do produkcji i silnie zagroziła pozycji GTR’a, który obecnie jest bezkonkurencyjny w swojej klasie.

Pozostając w obrębie jednej rodziny przechodzę do Lexusa RC F. Japończycy zakładają, że będzie dużo mocniejszy od modelu IS F i będzie niezłym prztyczkiem w nos dla BMW M4. Pod maską 5.0 litrowe V8 produkujące 455 KM i 518 Nm oraz mnóstwo technologii i rozwiązań z LFA. Ciekawostką dla petrol-nerdów (między innymi mnie) jest to, że silnik wykorzystuje dwa cykle – Atkinsona przy niskich prędkościach obrotowych dla niskiego spalania i Otto – przy wysokich obrotach dla jak najlepszych osiągów. Oficjalnie nie podano jeszcze masy, prawdopodobnie będzie cięższy od M4, ale wiecie, dodatkowe 2 cylindry swoje ważą.

Jak myślicie, czy takie dwa skośnookie modele ruszą obrośnięte cholesterolem serca Amerykanów? Nie wydaje mi się, ale na pewno podziała na nich Corvetta Z06. Zgadnijcie, jakiej pojemności silnik będzie ją napędzał. Oczywiście 6.2, dodatkowo wzmocniony kompresorem, które w zestawie dadzą 625 kucyków i 861 niutków. Jeśli komuś będzie mało, może dokupić pakiet Z07 zawierający lepsze opony, kilka aerodynamicznych pierdółek i ceramiczne hamulce. Z tymi ulepszeniami można wykręcać najlepsze czasy okrążeni dla Vetty, lepsze nawet od ZR1. Znając amerykańskie zamiłowanie do fast-foodów, sądzicie pewnie, że nadwozie będzie miękkie jak bułka z Maka, ale nie.  Hamburgery szczycą się, że aluminiowe podwozie jest tak sztywne, że nawet będzie można ściągnąć dach.

Fani Porsche nie pozostają obojętni na 911 w wersji Targa 4 i 4s. Szczerze, nie wiem dlaczego kiedy piszę o tej niemieckiej marce, zawsze nazwę zaczynam z małej litery i później muszę to poprawiać. Chyba z jakiegoś Freudowskiego braku szacunku, czy coś. Ale do konkretów. Dach się składa, tylna szyba zostaje, napęd na 4 koła, tak bardzo nawiązuje do 911 z 1965, wow. Porsche jak Porsche, ale fanatycy są wniebowzięci.

Na koniec atak Koreańczyków. Zapatrzeni w ogromny sukces Toyoty GT-86, postanowili uszczknąć kawałek tortu małych i tanich, tylnonapędowych coupe. Kia GT4 Stinger wygląda futurystycznie, jak na koncept przystało, jednak mi bardziej kojarzy się z Dzikopyskiem z bajki Ben10, niż z samochodem. Jeśli faktycznie wejdzie do produkcji (z lekko normalniejszym wyglądem) może nieźle zamieszać, głównie ze względu na napęd. Silnik, podobnie jak w GT-86 czy BRZ, ma mieć 2.0 litry pojemności, jednak w Koreance ma być wzmocniony turbiną i dzięki temu ma produkować 315 KM. Dobra opcja dla wszystkich, którym w coupe Toyoty brakuje mocy. Ciekawe, czy Kijanka będzie tak samo skora do merdania ogonem.

Pomimo powolnego upadku i bankructwa amerykańskiej stolicy motoryzacji można zauważyć, że światowy przemysł samochodowy ma się coraz lepiej i po „kryzysie” nie ma już śladu. To co mnie najbardziej cieszy, to coraz większe zainteresowanie producentów pewną niepoliczalną wartością. Czymś, czego nie da się zamknąć w liczbach i przedstawić na papierze. Tym czymś, jest dostarczanie radości Petrolheadom na całym świecie. Osiągają to na przeróżne sposoby: budząc dawne legendy, rywalizując ze sobą, odkrywając kawałek nieba, czy produkując relatywnie tanie coupe do zabawy. Motoryzacja, w przeciwieństwie do Detroit, ma przed sobą świetlaną przyszłość.

3 komentarze:

  1. A wszystkie te samochody łączy jedno: wygląd rodem z gier komputerowych, czy filmów sajensfikszyn. Nie wiem czemu, ale dla mnie takie samochody powinny pozostać tam gdzie ich miejsce (patrz na początek wypowiedzi), a nie wyjeżdżać na ulice.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No Porsche to faktycznie wygląda jak z filmów SF, chyba tylko z lat 60-tych ;)

      Usuń
  2. Wyglądają może faktycznie jak z gier komputerowych, ale jazda za kierownicą pewnie robi wrażenie. Najchętniej dosiadłbym tą corvette :)

    OdpowiedzUsuń