Header

27 kwietnia 2013

Logitech Driving Force GT

Nie wiem czy też tak macie, ale ja lubię, od czasu do czasu, kupić sobie jakiś drogi gadżet, którym pocieszę się kilka tygodni, a później odstawiam go na półkę pod kurzową pierzynkę. Na takiej zasadzie nabyłem wiatrówkę, z której wystrzelałem może jedno opakowanie śrutu, taki sam los spotkał Kinecta do Xboxa, z którym potańczyłem trochę w Dance Central, a teraz co najwyżej potłukę kogoś w UFC albo śmignę kilka kółek w Forzy. Tak normalnie, na siedząco, bez zadyszki. Jakiś czas temu, spełniłem jedno z największych marzeń z dzieciństwa odnośnie takich pierdółek. Zawsze chciałem mieć kierownicę do kompa, więc ją sobie kupiłem i podzielę się z Wami wrażeniami z użytkowania.
Logitech DFGT petrolheads-blog


Wybór dobrej kierownicy nie był trudny, chociaż dla laika wszystkie produkty na półce w Media Marsie wyglądają tak samo. Pomocne okazało się polskie forum o simracingu, z którego wyciągnąłem kilka informacji. Jedną z nich było to, że tak naprawdę liczy się tylko Logitech, reszta to badziewie, które rozsypie się przed metą pierwszego, wirtualnego okrążenia Północnej Pętli. Obszar poszukiwań znacząco się zawęził. Następnie znalazłem uszeregowanie produktów Logitecha pod względem ogólnej zajebistości, na którym prym wiodły modele dostępne wówczas za sumy czterocyfrowe – G25 i G27. Zaraz za nimi plasowało się coś za 1/3 ceny przodowników - Driving Force GT. +20 do lansu dodawał fakt, że jest to oficjalna kierownica GT Academy i śmigałem już na niej na stoisku Nissana podczas AMI w Lipsku. No to zamawiamy, logowanie na Wszystkodużo, „Kup teraz”, nerwowe tupanie nóżką, ding-dong, „Pan Vein? Proszę tu podpisać” i zafoliowany karton znalazł się na płytkach w przedpokoju. W głowie zacząłem roztaczać wizję o karierze, glorii i chwale wirtualnego ściganta, o strasznie głupim pomyśle przejechania wyścigu 24h przed monitorem i o całonocnych stintach, tylko po to żeby urwać jeszcze 0,000001 sekundy od rekordu toru. Rzeczywistość jak zwykle wszystko zweryfikowała, ale o tym później.
gran turismo kierownica petrolheads

„Jak, do jasnej Anielki, udało się im upchnąć kierownicę z pedałami w takim małym kartonie?” – to pierwsza trzeźwa myśl, która przeszła mi przez głowę. Mogłem nagrać anboksing, żeby zaprezentować Wam kunszt pakowaczy, żeby Wam to zobrazować powiem tylko tyle, że pewnie daliby radę zrobić Titanica z orgiami.
W skali 1:1.
W butelce po piwie.
Logitech Driving Force GT - Petrolheads

W środku opakowania znajdują się kierownica, pedały, zasilacz i płytka ze sterownikami. Wszystko wydaje się solidne i dobrze wykonane, oprócz podstawki z gazem i hamulcem, które są całe z plastiku. Kierownica ma bardzo dużo przycisków, z których nie będziecie korzystać, dwa z nich umieszczono z tyłu ramion aby udawały łopatki do zmiany biegów. Pomimo dość małych rozmiarów spisywały się dobrze, z lekkim oporem i wyraźnym kliknięciem.
logitech DFGT shifter paddle
Jeśli nie jesteście fanami łopatek, po prawej stronie umieszczono dźwignię, działającą w jednej płaszczyźnie. Do siebie - bieg w górę, od siebie - w dół (albo na odwrót, nie pamiętam ale można to zmieniać). Niezłym bajerem jest pokrętło, którym możecie regulować na przykład balans hamulców w trakcie wyścigu. Obręcz kierownicy jest optymalnej grubości z wyprofilowaniem, gwarantuje pewny uchwyt, jednak przez pokrycie gumą trochę pociły mi się dłonie, co przy próbie realizacji pomysłu z 24h Le Mans mogło doprowadzić do odwodnienia. Mocowanie standardowe - dwa pokrętła - pewnie spajały obudowę z blatem biurka. Pedały, jak wspomniałem wcześniej, są całe plastikowe. Może oprócz gumowych podkładek antypoślizgowych, które na panelach spisywały się nad wyraz dobrze. Jeśli gracie na dywanie, pod spodem jest wysuwany „jeż” skutecznie wbijający się w wykładzinę.
Logitech Driving Force GT

Po podłączeniu całego okablowania i zainstalowaniu sterów, kierownica przeprowadziła automatyczną kalibrację. Samoczynnie robi „lock-to-lock” a przez to, że dysponuje 720° obrotu trochę to trwa. Pierwsze wrażenie – na Boga, jakie to głośne! Force Feedback rzęzi gorzej niż popsuty magiel w Polonezie. Odgłos przypomina mielenie kostki granitowej w kuchennym blenderze. Przestraszyłem się, że może mam popsuty egzemplarz, jednak ten typ tak ma i trzeba się przyzwyczaić. Warunki bojowe do testów zapewniły dwie gry: rFactor i Grid. Dzieło studia Codemasters jest łatwiejsze, więc poszło na pierwszy ogień. Bez żadnej konfiguracji, kombinowania i ustawiania czegokolwiek, powyłączałem wirtualne wspomagacze, odpaliłem wyścig i… doszedłem do wniosku, że na tym nie da się jechać! Wszystko szło mozolnie, bez jakiejkolwiek informacji zwrotnej z toru, sterowanie było nieprzewidywalne. Czyli jednak trzeba coś pokonfigurować.
Petrolheads-blog.pl DFGT test

Było by fajnie, gdyby dało się to załatwić w kilku prostych krokach, jednak opcji jest bez liku, w ustawieniach samej kierownicy ale też i gry, co daje w przybliżeniu nieskończoną ilość możliwości. Z jednej strony to dobrze, bo można ustawić wszystko pod siebie, mnie to jednak denerwowało, bo zamiast jeździć, ślęczałem nad przesuwaniem suwaczków. Szkoda, że Logitech nie wypuścił gotowych set-up’ów do konkretnych gier. Mi znalezienie konfiguracji pozwalającej na w miarę bezpieczne poruszanie się po torze zajęło około 5 godzin! We znaki dały się też pedały, zdecydowanie zbyt miękkie i trudne w wyczuciu. Podobno pomaga wymiana sprężyn na twardsze, ale ja dopiero co kupiłem sprzęt i nie chciałem tracić gwarancji. Po włączeniu rFactora cały proces szukania optimum musiałem powtórzyć, a ten został znacznie wydłużony przez nieskończenie wiele ustawień w samym symulatorze. W połączeniu z możliwością konfiguracji sterownika daje to w przybliżeniu dwie nieskończoności możliwości ustawień. Na szczęście jeśli raz odnajdziemy te nam odpowiadające, sterownik zapamięta je i będzie wprowadzał w zależności od tego, która gierkę odpalimy.
Logitech Driving Force GT opinie

Po pokonaniu kilku tysięcy wirtualnych kilometrów muszę przyznać, że Driving Force GT to kawał dobrej kierownicy i potrafi dostarczyć kilogramów frajdy. W ciasnych łukach stawia taki opór, że po kilku okrążeniach w Monte Carlo będziecie mieli zakwasy, jeśli dodatkowo każdy zakręt będziecie cięli po tarkach, delirka gwarantowana. W testowanych grach sprawdziła się bardzo dobrze, podejrzewam że w innych także da radę. Chociaż w sumie do Need For Speed wystarczy klawiatura z jedną strzałką. Tu nasuwa się pytanie, dlaczego odstawiłem ją na półkę, skoro jest taka dobra? Odpowiedź jest bardzo prosta i wcale nie jest zawarta w kierownicy. Wszystko przez niedoskonałość komputerowych symulatorów. Po stokroć bardziej wolę jechać prawdziwym samochodem, gdzie wykorzystuje praktycznie wszystkie zmysły. Wzrok odczytuje aktualną sytuację na trasie, słuch informuje mnie o stopniu przyczepności opon, także ręce na kierownicy dają znać, jeśli zbliżamy się do granicy. Przez tyłek i plecy dostaje więcej informacji o aktualnej dystrybucji masy niż Neo dostawał przez wtyczkę. Dzięki temu, jestem w stanie wyczuć zbliżający się poślizg i ustrzec się przez płużeniem albo spinem. W grach jedyne co mamy to obraz (ewentualnie trochę dźwięku) i kiedy zobaczymy, że świat porusza się nieco inaczej niż powinien, na ratunek jest najczęściej za późno. Force Feedback, pomimo wszystkich swoich zalet, wieje trochę sztucznością. A na dodatek, wirtualne kilometry zabierają za dużo czasu. Jeśli jesteś fanem gier, to DFGT będzie doskonałym wyborem i sprawdzi się w nawet najbardziej wymagających symulatorach, jednak ja wolę prawdziwy samochód.
petrolheads.pl test DFGT

4 komentarze:

  1. Ja w moim zestawie mam problem z pedałami. Są za lekkie i ciężko ustawić je tak, żeby się podczas jazdy nie przesuwały :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też miałem z nimi mały problem na początku, trzeba porzucić przyzwyczajenia z samochodów i trochę się przestawić. Da się znaleźć takie ustawienie stóp i pedałów, w którym nic się nie przesuwa. Tylko ta miękkość...

      Usuń
  2. A dalej na swoim lapku i klawiaturze... Chyba już wiem, na co przeznaczę częśc wypłaty za marzec:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeznaczaj, bo zabawa jest przednia. Tylko czasu pożera, że ho ho.

      Usuń