Header

17 kwietnia 2013

PKS czyli podstawowe kosmetyki samochodowe

W końcu, po najdłuższej zimie w historii ludzkości, którą oczywiście spowodowaliśmy jeżdżąc samochodami, śnieg stopniał odsłaniając kupy na trawnikach a temperatura powietrza osiągnęła poziom odpowiedni dla komfortowej egzystencji.  Oznacza to jedno: czas wziąć się za mycie auta! Dzisiaj postaram się skompletować taki podstawowy, budżetowy zestaw, pozwalający utrzymać auto we względnej czystości przez cały rok.


Sprzęt:
2 wiadra – prawidłowa szkoła ręcznego mycia samochodów głosi, że niezbędne są dwa wiaderka, w jednym mamy wodę z szamponem, w drugim czystą wodę do płukania. Pojemość to przynajmniej po 10 litrów, jednak polecam kupić trochę większe, wtedy na upartego można myć bez wymiany wody. Sam używam wiader z Castoramy, są one chyba 15 litrowe (podziałkę mają do 12).


Myjka/rękawica – rodzajów jest nieskończenie wiele. Bawełniane, wełniane, z mikrofibry, włochate, pluszowe, frędzlowate. Ważne, żeby materiał był delikatny, nie powodujący zarysowań. Zapomnijcie o gąbkach! W gąbki włazi piach i brud, ciężko go wypłukać i powoduje cudowne swirle. Na początek polecam rękawicę z Nigrina. Ma delikatne frędzelki z mikrofibry, fajnie domywa, nie rysuje i nie kosztuje milionów monet.

Pędzelki – do czyszczenia wszelkich zakamarków, szczelin i emblematów nie ma nic lepszego niż pędzelki, takie zwykłe, malarskie. Jedyne na co trzeba zwrócić uwagę to to, że muszą mieć jak najbardziej miękkie włosie oraz nie mogą mieć metalowego okucia.

Szczotki – przynajmniej dwie, koniecznie z miękkim włosiem. Jedną podłużną do mycia felg, szczególnie pomocną jeśli macie felgi szprychowe. Druga szczotka służy do mycia nadkoli (tak, nadkola też myjemy).


Ręcznik – po myciu trzeba czymś auto osuszyć. Można wyjechać mokrym samochodem na jakąś ekspresówkę i rozpędzić się tak, aby pęd powietrza zdmuchnął całą wodę. Szkoda tylko, że po takim rajdzie auto znów jest brudne, bo brud lepi się do wilgotnego lakieru jak paparazzi do Dody. Zdecydowanie lepszym wyjściem jest zakup mikrofibrowego ręcznika. Na początek polecam ręczniki popularnie nazywane „fluffy dryer” obojętnie jakiej firmy. Występują w rozmiarze 90x60 cm i pozwalają szybko pozbyć się wody ze średniej wielkości samochodu, bez konieczności wykręcania.

Aplikatory – z nimi, podobnie jak z rękawicami, mamy kwadrylion różnych rodzajów, w zależności od zastosowania. Proponuję zaopatrzyć się w przynajmniej dwa: jeden gąbkowy do wosku i jeden z mikrofibry do wnętrza. Przyda się jeszcze trzeci, do plastików zewnętrznych i opon, ale do tego celu idealnie nadają się gąbkowe zmywaki kuchenne ;-)

Mikrofibry – im więcej tym lepiej, w różnych rozmiarach. Przydadzą się do polerowania, przecierania, wycierania, docierania i stawiania na nich puszki wosku, celem uwiecznienia efektu naszych prac.

Spryskiwacze – przydają się do mycia szyb i spryskiwania nadkoli, dlatego potrzebujemy przynajmniej dwa.


Kosmetyki:
Szampon – optymalną sytuacją jest posiadanie dwóch szamponów, ewentualnie szamponu i aktywnej piany, jednak ma to być podstawowy zestaw, więc wybiorę jeden, do całorocznego dbania o czystość. To na co zwracamy uwagę przy wyborze szamponu to neutralne pH. Pozwoli to na uniknięcie sytuacji, w której zbyt agresywny szampon „ściągnie” cały wosk z lakieru, zostawiając go bez jakiejkolwiek ochrony. Moim ulubionym szamponem jest Duragloss 901, robi super pianę i ma zjawiskowy, wiśniowy zapach.

APC – czyli all purpose cleaner, czyli po polsku czyścik do wszystkiego. Bardzo przydatny płyn, w zależności od rozcieńczenia można myć nim deskę rozdzielczą, maty wygłuszające pod maską albo elementy silnika i nadkola. Producentów jest dużo, ja jakiś czas temu kupiłem 1 litr APC Meguiar’s, zrobiłem dwa roztwory: 5:1 i 10:1 i jeszcze trochę mi zostało więc jest mega wydajny.

Glinka – przynajmniej dwa razy w roku warto dokładnie oczyścić lakier za pomocą glinki. Ten twór przypominający plastelinę pomaga w usunięciu kropek ze smoły, żywicy, nalotu wapniowego i innych zanieczyszczeń, przez które lakier na samochodzie nie jest idealnie gładki. Dla początkujących najlepsza będzie glinka Bilt Hamber w wersji soft. Nie wymaga stosowania specjalnych lubrykantów (wystarczy sama woda, ewentualnie woda z kilkoma kropelkami szamponu) i jest na tyle bezpieczna, że ciężko jest nią narobić szkód.

IPA – czyli alkohol izopropylowy albo izopropanol. Średnio nadaje się do picia za to jest bardzo przydatny do usuwania starego wosku oraz do usuwania wszelkich pozostałości kosmetyków. Zostawia lakier gotowy do finiszu.

Cleaner – wiele wosków czy sealantów wymaga stosowania dedykowanych cleanerów, które sprawią, że silnie zwiążą się z lakierem oraz wydobędą największy połysk. Nie będę wgłębiał się w tą dziedzinę, ponieważ proponowany przeze mnie wosk nie wymaga stosowania takich cudów, wystarczy przetarcie alkoholem.


Wosk/sealant – wisienka na torcie, zwieńczenie ciężkiej pracy. Zostawia ochronną powłokę i sprawia, że lakier pięknie się błyszczy. Każdy producent ma ich kilka w swojej ofercie: naturalne, polimerowe, twarde, płynne, zapachowe, z olejkami. Na początek proponuję zakupić taki, który będzie wytrzymały i praktycznie do wszystkiego. Sam używam Collinite 476. Jest to jeden z najtrwalszych wosków na świecie, wytrzymał na moim samochodzie całą długą zimę. Często używam go nawet do zabezpieczania felg. Tak jak pisałem wcześniej, nie wymaga specjalnego przygotowania lakieru – po glinkowaniu wystarczy przetrzeć mikrofibrą nasączoną IPA, poczekać aż odparuje i można woskować. Taki must have na półce w każdym garażu.

Dressing na opony/plastiki zewnętrzne – z poleceniem czegoś mam problem, bo do opon używam najczęściej czegoś marketowego. Byłem zadowolony z Blaga Autolandu, teraz smaruję czymś z serii Platinum Turtle Waxa. Wszystko zależy od tego jaki efekt lubicie, ja lubię kiedy opona wygląda na mokrą, ale są też fani lekko satynowego połysku, lub nawet tacy, który nie lubią kiedy mają połyskujące gumy.

Dressing do wnętrza – po wyczyszczeniu wnętrza APC wypada odżywić deskę i plastiki. Moim absolutnym faworytem jest Natural Look firmy Poorboy’s World. Po zastosowaniu wnętrze wygląda jak nowe, a efekt po 24h przechodzi najśmielsze oczekiwania!


Oto mały, podstawowy niezbędnik, który z pewnością przyda się Wam w dbaniu u samochód. Dzięki temu, że robi się ciepło będę mógł ożywić trochę dział o detailingu i przygotować kilka testów. Także uważnie śledźcie bloga!

8 komentarzy:

  1. Myślałem o tym, żeby APC używać jako IPA. Myślisz, że spełni swoje zadanie? Mówię tu o zmyciu resztek polerki przed nałożeniem wosku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. IPA ma tę przewagę nad APC, że jest czyste i nie zawiera żadnych dodatków, barwników i zapachów. Na dodatek jest tanie i praca w małym zamkniętym garażu może spowodować błogostan ;-) Inwestuj w IPA i nie kombinuj!

      Usuń
    2. Szybkie pytanie. Chcąc zakupić zestaw jak wyżej, czego uprzednio użyć do oczyszczenia karoserii z poprzedniej warstwy wosku? IPA?

      Usuń
    3. Glinka+cleaner+IPA ;) Ale sam izopropanol także powinien poradzić sobie ze starą warstwą wosku, szczególnie jeśli do mycia użyjesz wyższego stężenia szamponu i mocno ciepłej wody.

      Usuń
  2. Jak nałożyć wosk równomiernie?

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo pomocny poradnik! Dzięki za wskazówki :).

    OdpowiedzUsuń
  4. Sam używam kilka z wspomnianych przez Ciebie produktów. Lubię dbać o auto i nie jestem z tych, którzy czyszczą je tylko od święta ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dobre kosmetyki do samochodów to ważna sprawa, a na pewno autko odwdzięczy się ślicznym połyskiem ;)

    OdpowiedzUsuń