Header

1 grudnia 2013

Ride or die...

Nawet jeśli nie jesteś Petrolheadem, ani jakimś specjalnym fanem kina motoryzacyjnego, to na pewno o tym usłyszałeś. Paul Walker zginął dzisiaj w wypadku samochodowym.

Smutno zaczęła się dzisiejsza niedziela. Cholernie smutno. Wszystko przez ten mój bezsensowny nawyk sprawdzania Facebook’a chwilę po przebudzeniu. Chyba na samej górze pojawił się wpis Grupy Hatak o tym, że Paul Walker nie żyje. Co jest? Czyżby chcieli uśmiercić go w najnowszej części „Szybkich i wściekłych”? Niestety, dalsze przewijanie rozjaśniło mi tą tragiczną sytuację. Fotograf motoryzacyjny, John Zhang, potwierdził tę informację i jako jedna z pierwszych osób, które pojawiły się przy zniszczonym samochodzie, opisał dokładnie szczegóły zdarzenia.

Wszystko miało miejsce podczas charytatywnego eventu organizowanego przez fundację Paula na rzecz ofiar niedawnego tajfunu na Filipinach. Walker był pasażerem w czerwonej Carrerze GT, kierowanej przez jego przyjaciela – Rodgera Rodasa. Samochód najpierw uderzył w słup (lub drzewo) i następnie stanął w płomieniach. Strona pasażera była doszczętnie zmiażdżona. Zanim dotarły służby ratunkowe, całe Porsche płonęło żywym ogniem. Jak relacjonuje Zhang, gorąc było czuć na drugim brzegu pięciopasmowej drogi. Paul i Rodger zginęli na miejscu.


Dlaczego piszę o tym i to na dodatek po tak długiej przerwie? Głównie dlatego, że wychowałem się na serii „Szybkich i wściekłych”, podobnie jak całe pokolenie Petrolheadów. Kiedy pierwsza część wyszła w 2001 roku miałem 13 lat. Jeździłem wtedy na deskorolce i moim idolem był i Bob Burnquist. Po filmie został nim Brian O’Conner. Chciałem mieć każde auto, które pojawiło się w „fastach”: czarnego Civica z zielonymi neonami, zielone Eclipse i pomarańczową Suprę. W dzień chciałem pracować w warsztacie, nocą ścigać się po ulicach. Powoli nasiąkałem całą tą otoczką, zapachem benzyny i przepalanego oleju. Dialogi z dwóch pierwszych części filmu znam na pamięć, mam na DVD wszystkie epizody. Można powiedzieć, że to właśnie taka nierealna bajka, mająca sobie za nic prawa fizyki, ukształtowała mnie jako miłośnika motoryzacji. Dlatego dużo bardziej kręci mnie Skyline R34 niż Ferrari F430, Evo niż Impreza, GT-R niż Zonda. Ale nie ważne jakie mamy gusta, ważne że dzięki wszystkim „Szybkim i wściekłym” całe pokolenia zainteresowały się samochodami i ich tuningiem. No bo powiedzcie szczerze, czy dzieciaka kręci cała technologiczna otoczka Veyrona? Nie, do małego chłopaka (i niektórych dziewczyn) dociera kolorowy, szybki i wściekle syczący zaworem upustowym samochód. Tak rodzą się fascynacje, tak rodzą się marzenia.


Mimo iż Walkera nie poznałem osobiście, to czuję się jakby odszedł ktoś mi bliski. Możecie powiedzieć, że był tylko aktorem, ale oprócz tego był też prawdziwym Petrolheadem. Nasza rodzina uszczupliła się o prawdziwą inspirację dla milionów dzieciaków, które w przyszłe wieczory będą spędzały w garażach i warsztatach, ze smarem pod paznokciami. Będzie nam Ciebie brakowało Paul.

3 komentarze:

  1. Smutna sprawa. Bardzo lubiłem serię F&F, ale nie zdawałem sobie sprawy, że tak bardzo będzie mi brakować osoby którą znam tylko z ekranu telewizora.

    OdpowiedzUsuń